Temat tolerancji, ksenofobii i akceptacji mniejszości regularnie powraca w debacie publicznej. Jak w tym zwierciadle przegląda się powiat łęczyński? Czy dynamicznie zmieniające się nastroje społeczne w kraju znajdują odzwierciedlenie na naszych ulicach? Przyglądamy się twardym danym i lokalnej specyfice, pamiętając, że tolerancja wymaga jasnego sprzeciwu wobec nienawiści.
Co mówią liczby w skali kraju?
Najnowsze badania realizowane przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) przynoszą paradoksalne wnioski. Z jednej strony w Polsce odnotowuje się historycznie najwyższe poziomy akceptacji dla osób o odmiennej orientacji seksualnej. Ponad połowa Polaków popiera obecnie wprowadzenie związków partnerskich.
Z drugiej strony, rzeczywistość bywa bardziej ponura. Raporty organizacji pozarządowych, takich jak Kampania Przeciw Homofobii (KPH), alarmują o wysokim odsetku stanów depresyjnych wśród młodzieży LGBT+, co wynika z poczucia braku zrozumienia i odrzucenia. Równolegle Komenda Główna Policji (KGP) notuje wzrost liczby zgłaszanych przestępstw z nienawiści. Eksperci z biura Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) podkreślają, że choć wyższe statystyki to efekt większej odwagi ofiar w zgłaszaniu spraw, to sam fakt istnienia takich incydentów wymaga bezwzględnego piętnowania.
Specyfika powiatu łęczyńskiego: tradycjonalizm i polityka
Przeniesienie tych danych na grunt lokalny wymaga uwzględnienia mapy politycznej regionu. Powiat łęczyński od lat charakteryzuje się wyraźnymi sympatiami wobec Prawa i Sprawiedliwości. Program tej partii wprost opowiada się przeciwko formalizacji związków jednopłciowych, a w retoryce liderów ugrupowania regularnie pojawiają się mocne akcenty antymigracyjne czy sceptyczne wobec masowej pomocy dla obywateli Ukrainy.
Wpływ tego przekazu na nastroje mieszkańców jest najbardziej zauważalny tam, gdzie hamulce społeczne puszczają najszybciej – w przestrzeni internetowej.
Iluzja ekranu, czyli agresja zza klawiatury
To właśnie na lokalnych forach dyskusyjnych, grupach i w mediach społecznościowych najłatwiej natknąć się na komentarze podszyte jawną niechęcią, wyśmiewaniem czy agresywną krytyką mniejszości. Internet stał się zastępczym polem bitwy, na którym wielu użytkowników cierpi na syndrom pozornej bezkarności. Ukryci za pseudonimami lub ekranami smartfonów, ludzie całkowicie zdejmują z siebie odpowiedzialność za słowa.
W sieci pozwalamy sobie na poziom jadu i wulgarności, który w realnym świecie byłby nie do pomyślenia. Mało który z internetowych „hejterów” miałby odwagę powtórzyć swoje słowa, stojąc twarzą w twarz z drugim człowiekiem – sąsiadem o innych poglądach, Ukraińcem pracującym w lokalnym zakładzie czy nastolatkiem o odmiennej orientacji. Odległość fizyczna zamazuje empatię i sprawia, że zapominamy, iż po drugiej stronie światłowodu siedzi żywa osoba, którą te słowa realnie ranią. Tego typu zachowania w sieci nie mogą być traktowane jako niewinna opinia czy element wolności słowa – to ordynarne przejawy nietolerancji, które zatruwają naszą lokalną społeczność i które należy otwarcie potępiać.
Codzienność, która wymaga uważności
Oficjalne Roczne sprawozdanie Komendy Powiatowej Policji w Łęcznej pokazuje, że w naszym regionie nie dochodzi do spektakularnych, fizycznych ataków na tle nienawiści narodowościowej czy światopoglądowej. Dominują przestępstwa kryminalne oraz przemoc domowa. W powiecie łęczyńskim od wybuchu wojny schronienie znalazło wielu uchodźców z Ukrainy i codzienna koegzystencja w zakładach pracy, szkołach czy sklepach przebiega w miarę spokojnie.
Brak drastycznych zdarzeń na ulicach nie oznacza jednak, że problemu nie ma. Skoro agresja przeniosła się do sieci, to tam staje się najbardziej niszcząca. Dla młodej osoby zmagającej się z własną tożsamością lub dla obcokrajowca żyjącego obok nas, czytanie pełnych pogardy komentarzy na temat własnej grupy społecznej bywa równie dewastujące jak przemoc fizyczna. Tworzy to atmosferę zaszczucia i cichej niechęci. Ignorowanie wulgarnych wpisów, obracanie ich w żart lub udawanie, że „to tylko internet”, to dawanie przyzwolenia na to, by nienawiść zapuszczała korzenie. Każdy taki przejaw dyskryminacji w naszym otoczeniu – także tym wirtualnym – wymaga od nas reakcji i zdecydowanego sprzeciwu.
Polityczne spory i statystyki łatwo zamazują to, co najważniejsze – pojedynczego człowieka, który może być naszym sąsiadem, kolegą z pracy czy dzieckiem znajomych. Bez względu na to, czy mówimy o uchodźcy szukającym schronienia, czy o nastolatku zmagającym się z własną tożsamością, miarą naszej dojrzałości jest empatia oraz odwaga cywilna. Piętnowanie przejawów nietolerancji i solidarność ze słabszymi to wartości, które muszą stać ponad wszelkimi sympatiami partyjnymi i podziałami na świat realny i wirtualny, jeśli chcemy nazywać siebie społeczeństwem otwartym i bezpiecznym.
